czwartek, 29 października 2015

(nie)codziennik #1



Jest jesień, spadają liście, na ulicę wychodzą eskimosi, owinięci długimi szalami, pokryci puchową podpinką. Słońce świeci, nie jest już takie samo. Promienie przebijają się przez samotne i suche gałęzie drzew. Miasto jak zwykle w pośpiechu. Mijam starszą panią z psem, młodych ludzi, pana z banku w formalnym garniturze, z kubkiem niedopitej kawy.Ma świetnie zawiązany krawat. Obok niego matka z dzieckiem, tłumacząca swojemu synowi, aby pamiętał o swoim drugim śniadaniu.
Idę do szkoły, jak zawsze tą samą drogą. Dziś jest inaczej. Dostrzegam rzeczy, które kilka minut po siódmej rano, są dla mnie kompletnie niewidoczne. Każdy nadal zmierza w swoim kierunku. Chwila... Dlaczego zastanawiam się jaką żonę ma ten Pan w garniturze, i czy jest z nią szczęśliwy?
Czy dziecko nie zapomni swojego śniadania? Bo jeśli tak, byłoby głodne. W autobusie słyszę, że kobieta siedząca naprzeciwko mnie, ma dziś ważny wykład. Co jak pójdzie, jej źle?

W szkole jak zawsze, mijają kolejne lekcje, przerwy. Słyszę dzwonek, przywołujący koniec zajęć. Wracam. Dziś bez muzyki, zapomniałam słuchawek. Wpadam do sklepu, otwieram drzwi od domu. Jem obiad, coś oglądam, uczę się. Nagle wpada mi myśl o tych, których minęłam, chciałabym dowiedzieć się jak im upłynął czas.


Bez odpowiedzi.

 Kolejny dzień tygodnia, ten sam czas, miejsce. Nie ma ich. Dlaczego oczekuję, że tu mogą być? Jakaś magiczna więź?


salut.

2 komentarze:

  1. Widze ze dobry obserwator z ciebie! Z niecierpliwoscia czekam na kolejne posty!

    Wpadnij do mnie mój blog. Klik!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie się zapowiada. Też tak czasem myślę o ludziach których spotykam. Albo patrzę w oddali na okno, gdzie pali się światło i myślę jak tam jest?
    www thestyleresearcher.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń